Shop More Submit  Join Login
×

:iconfalseortrue: More from FalseorTrue


Featured in Collections

Hetalia by 5Husky5

hetalia fanfiction by kamananana

Hetalia by SailorStarFighter1


More from deviantART



Details

Submitted on
April 24, 2013
File Size
27.0 KB
Link
Thumb

Stats

Views
816
Favourites
21 (who?)
Comments
22
×
Jeżeli Feliks jest słońcem letnim, to Gilbert zdecydowanie odzwierciedla zimowe.
Blade policzki, wiecznie zimne dłonie, białe włosy.
Jedynie oczy szalały ogniem, spływały krwią, kalały polskie czerwone maki, polskie zboże, polskie delikatne ziemie.
Wiszące nisko na niebie słońce, raniące źrenice, równie szybko przychodziło, co znikało, okolone czystą, zimną bielą. Chociaż gwałtowność, pasja, gorąca głowa nigdy na to nie wskazywały, to jedno było niewątpliwe.
Prusy był zimą.
A Feliks mimo umiłowania dla łąk, pól, wycieczek górskich, morskich fal uderzających o gołe stopy, przyjemnego ciepła ogrzewającego twarz, feerii barw, śpiewów ptaków, wiedział jedno.
Kochał zimę.
Co z tego, że bezsensownie, bez pamięci i ostrożności rzucał się w jej lodowe ramiona?
Polska zawsze najpierw robi, a później myśli.

*

- Gilbert? – szept. Za oknem cisza jak makiem zasiał. Żaden bezpański kocur nie miauczał żałośnie z parapetu, zaalarmowany pies nie szczekał, nawet samochody stały spokojnie na parkingu.
Świat umilkł, został przykryty puchową pierzyną, która tłumiła wszelkie dźwięki, mogące zakłócić tę chwilę, kiedy Zima i Lato wreszcie się spotkały, zwykle oddzielane Wiosną czy Jesienią.
- Hmm? – niewyraźna odpowiedź, dłoń na boku, nie swoim oczywiście. Ciało przy ciele, oddech przy oddechu, czerwień miesza się z zielenią. Głaskał powoli, delikatnie, te ręce dawno nie dotykały czegoś tak kruchego, tak eterycznego, tak pożądanego.
- Będę żałował? – nadzieja. Ostatnia broń Polaków, być może najsilniejsza, jaką świat kiedykolwiek widział. Potężniejsza od każdego pistoletu, każdego działa, każdego kata. Coś, do czego wszyscy mają prawo, ale nie potrafią z tego korzystać. Feliks nauczył się przez długie, ciężkie lata. Serce biło szybko, przyspieszyło znacznie, blondyn zastanawiał się czy Prusy to słyszy, czy wie, jak dużo jego odpowiedź dla niego znaczy.
Albinos wbił spojrzenie w przestrzeń gdzieś nad uchem Polaka. Pruska dłoń jakby szybciej przesuwała się po nagim polskim boku.
- Nie. Myślę, że nie – usta na czole, nieprzewidziany akt czułości. Przygarnął go do siebie jeszcze bliżej, zatopił dłoń w blond włosach, mrucząc coś o śnie. Zaskakujące, jak ten mały polski diabeł mógł tak łatwo mu ulec. Cóż, przyzwyczajenie robi swoje, Prusy nigdy by nie posądził Polski o potulność i tak namacalną słabość i zwiewność, którą pokazywał tylko w wyjątkowych sytuacjach.
Miał nadzieję, że Feliks już rzeczywiście spał. Bo, czy gdyby wiedział, że słyszy, powiedziałby coś w stylu ,,nigdy nie chciałem cię krzywdzić” lub ,,postaram się”?
Polska jednak miał gust, wybierając właśnie nadzieję. Posiadał również wiele innych zalet, których Gilbert już nie zdążył przemyśleć, zmorzony przez sen, w ślad za blondynem.

*

Polska nigdy nie popełnia jednego błędu dwa razy. Zazwyczaj daje radę tak z osiem. Dlatego ma doprawdy niesamowitą pamięć. Potrafi opowiedzieć o każdym wzlocie i upadku własnego państwa, nie wstydzi się historii, akceptuje ją taką, jaka jest. Przecież już nic nie zmieni. Nie sprawi, że pięćset lat wstecz palnie się nagle w głowę i zrobi coś zupełnie innego, niż zamierzał.
Zastanawiał się czasami, czy gdyby jednak dostał taką możliwość, chciałby zmieniać to, co się wydarzyło. Oczywiście, mógłby zapobiec śmierci milionów. Mógłby poprawić aktualny stan państwa. Mógłby nigdy nie pozwolić na życie naznaczone chłodnym, jesiennym litewskim wiatrem…
Srebrny krzyżyk ginął w chłopięcych dłoniach, pokój oplatała delikatna pajęczyna mroku i ciszy. Tak przenikliwej, że aż nierealnej.
Może to tylko Feliks wyłączył się na otaczający go świat?
Powieki miał zaciśnięte, policzki mlecznobiałe, a włosy spięte wsuwkami posłusznie się nie wymykały. Wręcz emanował tą dziwną energią, tą niemal namacalną aurą modlitwy i Boga.
Prusy uwielbiał oglądać go w takim stanie. Jednak mógł to robić rzadko, Feliks nie często pozwalał sobie na powagę. By móc się mu przyjrzeć trzeba być cicho, stać się cieniem. Gilbert przyłapał się na tym, iż wstrzymał oddech byleby tylko Polska go nie przyuważył, nie wypuścił drobnego krzyżyka z dłoni, nie stracił tego egzotycznego, a jednak tak swojskiego zachowania.
Dlatego Prusy porusza się ciszej niż spadający płatek śniegu.

*

Każdego czasem dopada uczucie, że chce zrobić coś miłego. Typowo przyjemnego, chociażby by zobaczyć szczery uśmiech na twarzy drugiej osoby. Usłyszeć podziękowanie, może nawet otrzymać całus w czoło, w nos, w usta…
Właśnie dlatego w sobotę, o ósmej rano, kiedy zazwyczaj w tym domu jest cicho jak makiem zasiał, rozbrzmiało radio. Oczywiście, nie na jakiś wysokich decybelach - wystarczająco, by Feliks nie czuł się dziwnie we własnej kuchni. Ziewnął, potarł lodowatą stopą o łydkę, wywołując gęsią skórkę i związał swe niesforne kłaki gumką do włosów, której stan wołał o pomstę do nieba. Polak nawet nie pamiętał, skąd ją ma – coś mu podpowiadało, że zakosił kiedyś Torisowi i ,,zapomniał” oddać.
Oj, no generalnie nie zbiednieje! A jak zbiednieje to trudno, on ma do niego totalnie wąty, co się Felek będzie przejmować…
Przeszedł po chłodnych kafelkach i otworzył lodówkę, która prawie świeciła pustkami. Jednakże to ,,prawie”, składające się na jajka, masło, mleko i keczup w zupełności mu wystarczyło. Przytulił lewą rękę do boku i zaczął wykładać na nią jajka, bo prędzej skończą one na podłodze, niż Feliks będzie szedł dwa razy.
Bo przecież ten metr był tak trudny do pokonania…
Wepchnął keczup do kieszeni, masło włożył między ramię a bok, a mleko wziął w rękę i tak obładowany, cudem niemal, doszedł do blatu.
Polskie szczęście.
Blond kosmyk wyrwał się z kucyka i opadł centralnie na nos. Odgarnął go niecierpliwie za ucho i wziął się za robienie jajecznicy. Trochę żałował, że nie ma żadnego mięsa czy coś w ten gust, ale mus to mus, zjedzą biednie, nie pierwszy raz to będzie.  Wyszarpnął z szuflady pod piekarnikiem patelnię z nieco zdartym teflonem. Odnotował w myślach, żeby zapytać Węgry czy da się to jakoś naprawić czy coś. Podrygując lekko w rytm piosenki, która akurat leciała, zapalił gaz od zapałki i wziął się do roboty.

~

Gilberta obudził trzask. Wymamrotał gniewnie przekleństwo, pomlaskał zaschniętymi ustami, podrapał się po udzie i spróbował wymacać w łóżku Polskę, by pozwolić mu poczuć jego niesamowite ramię na swoim boku. Ale Polaka nie było. Zmarszczył brwi, otwierając prawe oko. Jedno spojrzenie wystarczyło, by upewnić się w fakcie, że leżał sam.
- Gdzie ta cholera polazła… - dopiero wtedy do otępiałego (jak zwykle, rzekłby Feliks) pruskiego umysłu dobił się w końcu fakt oczywisty. Z kuchni dobiegały go dźwięki jakiegoś popowego shitu, zmieszanego ze znanym głosem, czasem zmieniającym tekst utworu.
To nie Polska się pomylił, tylko wykonawca, jasne?!
Ziewnął i znów się podrapał. Nie chciało mu się wstawać, ale co jeśli Feliks szykuje jakąś truciznę, żeby go otruć i jeżeli się nie ruszy to w najbliższym czasie dozna zaszczytu wąchania kwiatków od spodu? ,,Ta mała polska menda” na sto procent by to zrobiła, by się go pozbyć! Z takim przekonaniem zwlókł się z łóżka, nie spodziewając się tak zimnej posadzki. Niemieckie przekleństwa zatruły atmosferę, a Prusak znalazł się w kuchni, gdzie Feliks właśnie wlewał do jajek mleko. Gilbert uśmiechnął się kącikiem ust i objął go niespodziewanie w pasie.
- Hej, Feluś~
Nie, nie, to nie było okazanie wielkich, pruskich uczuć.
Polska podskoczył, patelnia zjechała ze swojego palnika, a uśmiech Prusaka poszerzył się i nabrał złośliwej niewinności.
- Gdzie z tymi totalnie zimnymi łapami?! Weź się odsuń! – Polska złapał gilbertowe ręce w nadgarstkach i wyciągnął spod swojej koszulki.
- Też mi cię miło widzieć~ - Prusy poczochrał złośliwie Polaka i wskoczył na blat, cudem unikając tyłkiem skorupek po jajkach. – Widzę, stare, dobre, komunistyczne przepisy się cię trzymają~ - chwycił posmarowaną masłem kromkę i wgryzł się w nią, chociaż głodny specjalnie się nie czuł. To tak na złość.
- Komunistyczne standardy w lodówce, to i komunistyczne sposoby, na zakupy się trzeba generalnie wybrać – wyrwał mu kanapkę – Nalej wody do czajnika, z łaski swojej.
Gilbert spojrzał na niego wilkiem i sięgnął po srebrny czajnik, stojący na desce do krojenia. Najchętniej przesunąłby się po blacie, byleby tylko nie dotykać tej cholernej podłogi, ale mus to mus, architekci nie pomyśleli o tym jakże ważnym szczególe porannego życia i umieścili kran obok piecyka, co praktycznie uniemożliwiało nalania wody w ten sposób.
Odbije to sobie na Polaku.
Na samą myśl uśmiechnął się iście prusko, podając obiektowi swoich zbereźnych fantazji pełny czajnik. Zielone oczy zmierzyły jego twarz.
- Co się szczerzysz, jak pojeb?
- Nie szczerzę się jak ty.
- No właśnie.
Podczas gdy Gilbert próbował znaleźć odpowiednio ciętą i błyskotliwą ripostę, Feliks już odpalał kolejny gaz. Zaklął kilka razy, kiedy felerne zapałki gasły w połowie drogi, ale w końcu mu się udało. Złapał widelec i przemieszał ponownie jajecznicę.
- Totalnie wyciągnij talerze, przydaj się raz na coś~ - Prusy zapowietrzył się. ON się tylko RAZ na coś przydał?! No chyba nie!
- Totalnie – przedrzeźnił cicho, przekoloryzując nieco ton jego głosu i podchodząc do szafki pełnej talerzy, talerzyków, dzbanków, szklanek, kieliszków, mis, misek i Bóg jeden wie, czego jeszcze. Pan exNRD zastanawiał się czasem, jak Słowianie dają radę umieścić tak wiele rzeczy na tak małej powierzchni, jednakże te inteligentne myśli przerwał mu nadbity kubek, targający się na pruskie życie. Z niezidentyfikowanym krzykiem złapał go i odstawił na blat.
- Niedoczekanie twoje, wielkiego Prusy nic nie pokona! – krzyknął do naczynia, szczerząc się jak debil.
- … Generalnie to mówisz do kubka. Dawaj te talerze. – Feliks oparł dłoń na biodrze, patrząc nań wyczekująco.
- Pali się? – dał mu te talerze, co się rzuca, Polak jeden. Nagle, powolutku do pruskiej głowy wpełzła myśl. Niepozorna, na początku niezrozumiała, aczkolwiek, kiedy jajecznica pokrywała się keczupem została w końcu rozszyfrowana. Gilbert uśmiechnął się ironicznie.
- Feluś wstał wcześniej specjalnie, by zrobić dla Gilberta śniadanie?~ - powiedział tonem, jak gdyby zwracał się do małego dziecka. Polak zatrzymał się na moment, zarumienił i gwałtownie zerwał gwizdek z czajnika.
- Ja… Jaką chcesz herbatę?
Prusy poczuł się kochany.

*

Butelka. Lekko niebieskawa, wklęsła gdzieś w połowie, z zagięciami i uwypukleniami, a pośrodku obowiązkowa nazwa firmy, obrazek szczęśliwej rodzinki, oczywiście z modelem dwójka dzieci. Do tego odnośnik o dacie ważności na plastiku. Tylko, po jakie licho data ważności dla wody, która ponoć płynie w źródłach od tysięcy lat…? Od wewnątrz narosły drobne kropelki, układające się w finezyjne wzory. Przynajmniej, jeśli chodzi o poczucie finezyjności uklapionego obecnie na kanapie obserwatora.
Obok otwarta książka, leżąca grzbietem do góry. Zapewne, jeśli nikt nie ruszy do niej szanownej dupy, to kartki nieodwracalnie zmienią swój kształt na coś między ,,wyciągnięte z krowiego gardła”, a ,,makulaturą do niszczarki”. Do tego jedynie dwa centymetry dzieliły ją od rozlanej cieczy wątpliwego pochodzenia, chociaż wspomniany wyżej obserwator mógłby się założyć, o co najmniej rękę, że to piwo. Jednakże głowy nie dam. Nie każdy jest tak lekkomyślny, jak Polska. I Bogu dziękować, całować nózie, sygnety czy inne symbole monarsze, bo świat już dawno zeżarłyby siły nieczyste, gdyby znalazłaby się jeszcze jedna osoba o tak iście ułańskiej fantazji, małej cierpliwości, wybuchowości godnej Wielkiego Wybuchu i z niebezpiecznym błyskiem w oku. A jakby oni się spotkali…!
Chipsy. Zbyt gwałtownie otwarta paczka, podarta przez całą długość poniewierała się po stole. Jak na moje oko, leżały w stanie nienaruszonym jakieś dwa dni. Gdyby Feliks nie był leniwym capem, zapewne by je żarł. Co z tego, iż są stare, a ich smak przypomina gumową podeszwę? Chipsy to chipsy. Tylko za daleko.
- Suń się – Ktoś przesłonił mu obraz. Ktoś, kto trzymał w ręku paczkę paluszków. Blondyn spojrzał na nie łakomie, aczkolwiek nie wykonał polecenia.
- Sam się suń.
-Po co mam się sunąć, jak stoję?
- No to masz generalnie problem – kąśliwy uśmiech, ostentacyjne rozwalenie się na kanapie, leniwe rozciągnięcie. Czerwone oczy zmrużyły się niebezpiecznie i nim ktokolwiek zdążył zareagować walnął się na Polaka. Dosłownie, w przenośni i łokciem w bok.
- No ciebie chyba totalnie pojebało! Gdzie byłeś, jak rozdawali mózg?! Generalnie założę się o premiera, że żłopałeś piwo! Wygrałem, ukradnij teraz Ludwigowi Merkel dla mnie! – Feliks przysłowiowo się darł. Właściwie tylko dla zasady, co by Pruski – Pomiot – Szatana sobie nie pomyślał, że może przyjść i uklapić się na delikatnym polskim brzuchu, kurde Felek! No, może delikatny nie był. Ale polski to już na pewno! Trudno znaleźć gdziekolwiek tak bardzo polski brzuch. Generalnie, to ze świecą szukać tak polskiego Feliksa. Próbowano i bez świec, ale to inna historia… - Totalnie się rusz, ze swojej cholernej łaski, widziałeś, co jadłem na obiad, w drugą stronę nie wygląda tak smacznie! – blondyn zaczął się rozkręcać, niechybnie atmosferę przecięłaby wiązanka staropolskich przekleństw, gdyby nie pruska dłoń, wkładająca mu do ust paluszki.
- Zamknij się i żryj – ucisk na polskim brzuchu polskiego Felka zelżał, ale za to jego nogi zostały bezczelnie zrzucone do poziomu podłogi, aby gołe stopy zapoznały się bliżej z zimniejszą, niż ustawa przewiduje posadzką.– Przy okazji możesz się udławić, będzie mniej kłopotu i krzyku~
Polskie poliki napuszały i przybrały kolor tośkowych pomidorów. Wyglądało to dosyć zabawnie w połączeniu ze związanymi byle jak na czubku głowy włosami, pojedynczymi zbłąkanymi kosmykami na twarzy oraz z irytacją w spojrzeniu. Te okruchy paluszków też miały swój urok.
Przynajmniej jak na gust Prusaka, który za grosz instynktu samozachowawczego nie posiadał.
- Wyglądasz jak chomik – uprzedził niemiłą wypowiedź Feliksa, którą miał już na końcu języka. Odpowiedź przyszła natychmiastowo.
- A ty jak staruszek – Prusy zmrużył oczy, szturchając Polaka w bok.
- Przynajmniej nie jak kobieta.
- Jakby mi się generalnie chciało podnieść, to byś stracił te swoje ząbki, wiesz? – słodki ton, niewinne wepchnięcie nóg między kolana Gilberta, co by łaskotać nie łaskotał, sięgnięcie po pilota, więc lekkie wychylenie z kanapy. Prusy ostatkiem rozsądku powstrzymał się przed wywołaniem wojny prusko – polskiej. Powód: przypieprzenie twarzą w podłogę niejakiego Feliksa. Kuszący widok, ale…
- To ty byś już nie miał kudłów. – Polska wrócił na swoje miejsce i włączył telewizor, z obojętnym wyrazem twarzy.
- To ty byś nie miał życia~ - powietrze przeciął dżingielek wielce ambitnego i inteligentnego serialu ,,Trudne sprawy”. Idealny program dla Polaków. Masz źle w życiu? Nic się nie układa? Jesteś Polakiem? Włącz ,,Trudne sprawy” i łudź się, że inni mają gorzej! Gilberta fascynowało, jak ten mesjasz narodów, zbawiciel etc. Etc. Feliks mógł czerpać chorą przyjemność z problemów innych.
Polska, tu nic nie jest jasne, proste i poukładane jak w germańskim zegarku.
- Widziałem już to – polski mruk doleciał do pruskich uszu, a ułamek sekundy później program przeskoczył na inny. I jeszcze inny. I następny… Prusy czytał kiedyś na jakiejś głupiej stronce dla nolifów, jak to się nazywa, ale w tym momencie nie mógł sobie przypomnieć, więc zaczął intensywnie myśleć.
- … Gilbert, nie miej tak idiotycznego wyrazu twarzy, bo aż mi głupio – zmełł w ustach przekleństwo i rzucił łaskawie okiem na Polaka, który patrzył na niego z niewinnym uśmieszkiem.
- Powinno ci być głupio zawsze, gdy jesteś obok mnie. W końcu musisz wiedzieć, że nigdy nie dorównasz mi zagilbistością, khesesesese~ - wyciągnął paluszka z paczki i schrupał.
- Generalnie to nie ma takiego słowa, nie wymyślaj neologizmów – puf, znowu zmiana programu. Zapowiadało się, że jakiś durny teleturniej zagości dłużej w telewizorze, ponieważ Polska położył pilot na brzuchu i wbił spojrzenie w ekran.
- Tak.
- Co tak?
- No to.
- Co?
- Tak.
Feliks po raz kolejny uświadomił sobie, że jego chłopak jest idiotą. Cóż, życie. Przynajmniej ma się na co pogapić, jak już totalnie nic w telewizji nie ma.
- Jesteś idiotą.
- A ty Polską.
- To generalnie nie jest obraza…
- Według ciebie~ - świst i Prusak rozcierał ramię z głupim uśmieszkiem przyklejonym do twarzy. Polak odsunął się od niego, skrzyżował nogi, ręce i odwrócił głowę. Aktywny tryb ,,jestem totalnie obrażony”. Gilbert zaśmiał się, porwał pilota, który spadł, kiedy Feliks postanowił się sfochować i zmienił kanał właśnie w momencie, gdy prowadzący uświadamiał gracza o tym, iż nie wygrał miliona.
Och, jak mi ciebie żal… - przebiegło przez pruski i polski umysł. Może jednak mają ze sobą coś wspólnego…?
Siedzieli tak pół godziny. Prusy ogarnęło dziwne wrażenie, że Feliks nie poruszył się ani razu w tym czasie i poczuł się trochę głupio. Cholerny polski manipulator! Pewnie wyćwiczył się na bezjajcewie i teraz próbuje te swoje chore sztuczki na nim, dżuma by go wzięła! Chociaż wiedział, że jego zagilbistość na tym ucierpi i nie będzie mógł spojrzeć w lustro przez przynajmniej dwie godziny z tego powodu, to… przygarnął Polskę do siebie ramieniem. Ten nie wydawał się zaskoczony i wygodnie się o niego oparł.
- Myślałem, że wytrzymasz totalnie dłużej~
Właśnie w ten sposób Feliks, śmiejący się dziko, został zepchnięty z kanapy.

*

- Wstawaj.
- Niee…
- Wstawaj, już.
- Niee… tu mi totalnie dobrze…
- Dobrze to ci może być po seksie. Wstawaj.
Feliks się zarumienił, ale nie ruszył z miejsca. W ogóle, zarzucił na głowę różowy kocyk, który dostał kiedyś od Ukrainy. Mimo koloru ogromnie go lubił, był ciepły i mięciutki, jednak, kiedy przypadkowa osoba go zobaczyła od razu dokładała to do obrazu ruszoffego transa Feliksa. Na świecie są ludzie i parapety, co zrobić. Chociaż denerwowało go, jak taki Francis wklepywał sobie w twarz specyfiki rodem ze sklepu dla kobiet, ubierał u pedalskich projektantów i pił piwo z sokiem, a nikt nigdy nie oskarżał go o to, by był transwestytą.
Bo jak się śmiać, to tylko z Polaków, cholera…
- Feliks, do cholery, bo pójdę wylać wódkę – blondyn drgnął, ale nadal dzielnie walczył z moralizatorskim Gilbertem. Przecież nie znał tej tajnej skrytki, gdzie trzymał najcenniejsze zapasy… - Tą dwudziestopięcioletnią Wyborową, którą trzymasz pod zlewem też – Polska jęknął i wyjrzał zza koca. Dlaczego Prusy musiał go wyciągać z domu, jak sobie urządzał popołudniową drzemkę…?
- Po cooo mam wstawaaaać…? – przetarł oczy, próbując zrobić najbardziej smutną minkę, na jaką go stać. Myśl o rozbitej wódce, myśl o rozbitej wódce, myśl o rozbitej wódce… - Mam wolne, chciałem totalnie odpocząć…
Prusy westchnął teatralnie. A niby to on był no-lifem wszechczasów i miał wstręt do wychodzenia?!
- Bo ciągle tylko leżysz i leżysz. Zgrubniesz i będziesz jeszcze bardziej brzydki.
- To może mnie wtedy zostawisz w spokoju…
- Niedoczekanie twoje, marzenia się nie spełniają~
Polak wymruczał pod nosem coś, co zabrzmiało jak ,,a szkoda” i sturlał się z kanapy. Dosłownie. Teraz przytulał policzek do podłogi, jęcząc ,,zimnezimnezimne”. Gilbert położył mu stopę na plecach.
- Podbijam cię, teraz stajesz się częścią zagilbistych Prus~! – podparł boki, wypiął pierś, uśmiechnął się dumnie i… padł na posadzkę tuż obok Feliksa.
- Powstanie wygrane! – blondyn roześmiał się promiennie, widząc głupią minę Prusaka i zniknął w ich pokoju.
BRAWA DLA :iconvictoria1507: PRZEBRNĘŁA PRZEZ TO, WALCZĄC Z MOIM UPOŚLEDZENIEM INTERPUNKCYJNYM. :icondeterminedguycryplz: BRAWA!

Ogólnie jest to coś, na czym, mam nadzieję, będę się wyżywać w najbliższym czasie, bo Wena przyszła na PrusPola i nie odchodzi. Na razie to tylko zbiór obyczajówek, ale z czasem może coś z tego wyjdzie...
A, jak wam się wydaje, że między niektórymi scenkami jest duża różnica stylów, to dobrze wam się wydaje, bo prawie wszystkie są pisane w różnych, skrajnych nastrojach, co wpływa na moją pracę >.>"

*co to za tytuł... :iconpolandisnotamusedplz: *



Postaci nie należą do mnie
Add a Comment:
 
:iconyohao-asakura:
Yohao-Asakura Featured By Owner May 8, 2013
Kocham <33 Nie mogę powiedzieć nic więcej, jak tylko to, że ubóstwiam to opowiadanie xD Pozornie bez składu, ale ma w sobie to coś :D Niech żyje PrusPol <3333
Reply
:iconfalseortrue:
FalseorTrue Featured By Owner May 8, 2013
Ochhh ; ; :iconlovelyhugplz:
KIEDYŚ, z naciskiem xD wprowadzę jakąś główną fabułę, ale teraz chciałam pokazać różne aspekty z ich wspólnego życia ^^
PrusPol 4ever! :iconifreakinlovehimplz:
Dziękuję za komentarz! :D
Reply
:iconvarduk:
VaRduk Featured By Owner Apr 26, 2013
Zastrzyk endorfiny zaliczony. Dziekuje za pol godziny odlotu!
Reply
:iconfalseortrue:
FalseorTrue Featured By Owner Apr 26, 2013
:iconimcryingsomuchplz: To ja totalnie dziękuję za komentarz! ; ;
Reply
:iconelezavet:
Elezavet Featured By Owner Apr 25, 2013
Więcej! ;D
Reply
:iconfalseortrue:
FalseorTrue Featured By Owner Apr 26, 2013
Postaram się :D
Tylko word nadal pusty ^^"
Reply
:iconalexsissimba:
AlexsisSimba Featured By Owner Apr 25, 2013  Hobbyist Artist
chciałabym napisać coś konstruktywnego ale mój umysł mi na to nie pozwala i szczur męczy ale podsumowując podobało mi się i to bardzo : D
Reply
:iconfalseortrue:
FalseorTrue Featured By Owner Apr 25, 2013
Haha, dziękuję bardzo :D
Reply
:iconalienaxd:
AlienaxD Featured By Owner Apr 25, 2013  Hobbyist Traditional Artist
Bardzo fajne, takie ciepłe i w ogóle ludzkie. Miałam napisać który fragment mi się najbardziej podobał, ale podobały mi się wszystkie więc się nie będę rozdrabniać
Reply
:iconfalseortrue:
FalseorTrue Featured By Owner Apr 25, 2013
Dziękuję serdecznie!
Próbowałam pokazać ich relacje na zasadzie normalnego życia, a nie śmierć, łzy i krew cały czas...
Reply
Add a Comment: